Skandal obyczajowy w Radomiu. "Intymne zachowania w biurze"
Choć sprawa wywołała ogromne poruszenie, dyrekcja nie zdecydowała się na zwolnienie dyscyplinarne. Powód? Jak tłumaczą dyrektor i prawnicy, obowiązujące przepisy nie dają w tej sytuacji jednoznacznych podstaw do zastosowania takiego trybu rozwiązania umowy.
"Gazeta Wyborcza" relacjonuje, że do zdarzenia doszło w ubiegły piątek. Według informacji przekazywanych przez pracowników para zamknęła się w jednym z biur, a odgłosy dochodzące zza ściany były na tyle głośne, że współpracownicy zawiadomili przełożonych. – Sprawa jest tak żenująca, że nawet nie wiem, jak to komentować – powiedział dyrektor Miejskiego Urzędu Pracy w Radomiu Łukasz Molenda.
Umowy rozwiązano za porozumieniem stron
Po interwencji przełożonych intymne spotkanie zostało przerwane. W poniedziałek oboje pracownicy zostali wezwani na rozmowę z dyrektorem. Ostatecznie urząd rozwiązał z nimi umowy o pracę za porozumieniem stron. Jak podkreśla dyrektor, takie rozwiązanie pozwoliło szybko zakończyć sprawę, a pracownicy nie otrzymają odpraw.
Molenda wyjaśnia, że choć zachowanie było niedopuszczalne, przepisy prawa pracy nie pozwalają automatycznie na zwolnienie dyscyplinarne. – Jak wynika z orzecznictwa, moralność nie podlega ocenie i nie może być przyczyną zwolnienia w trybie art. 52 Kodeksu pracy – tłumaczy.
Podobnego zdania jest radca prawny Kazimierz Wlazło. W jego ocenie samo zdarzenie nie stanowi wystarczającej podstawy do rozwiązania umowy w trybie dyscyplinarnym.
– Można się oburzać na takie zachowanie w pracy, ale przepisy są tu jednoznaczne – ocenia prawnik.
Jak podkreślają pracownicy urzędu, obawiają się teraz, że konsekwencje wizerunkowe całej sprawy odczują również osoby, które nie miały z incydentem nic wspólnego. Ich zdaniem petenci mogą kierować wobec nich złośliwe komentarze, mimo że kierownictwo szybko zareagowało i rozstało się z uczestnikami zdarzenia.